New Video: Unleash Your Potential with These Productivity Secrets

[PL] 1UP - Time to level up

74 posts in this topic

Posted

Psychologiem.

Zaskoczyłeś mnie! Myślałem, że to właśnie psycholodzy potrafią najbardziej docenić siłę psychoterapii. Dlaczego nie chcesz się zdecydować na sesje?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted (edited)

Nie mam ochoty tu pisać, bo na prawdę nie ma o czym. Nic się u mnie nie dzieję i czuję, że się nie przykładam. Ale gdybym dzisiaj nie napisał tego wpisu, to już pewnie totalnie bym sobie odpuścił pisanie tego pamiętnika :/ 

Sobotę spędziłem na uczelni i obijając się w domu. Nic nie zrobiłem z rzeczy, które by mnie posunęły dalej w postanowieniach. W niedzielę (dzisiaj) z dobrych rzeczy:

* wyszedłem pograć w squasha ze znajomym

* zrobiłem zakupy spożywcze na parę dni. Może w końcu przestanę się odżywiać na mieście (nie przygotowałem sobie żadnego posiłku w domu od miesięcy... mam tutaj wyrzuty sumienia głównie z powodów ekonomicznych)

* uzupełniłem swój profil na stronie, gdzie mam rozpisaną dietę i plan treningowy. To kroczek bliżej do wzięcia się za siebie.

* oglądałem wystąpienia Sandi Metz z różnych konferencji. Dodaje mi to kopa motywacji, póki co jeszcze nie wykorzystanej. Mam ochotę coś zakodzić dla własnej przyjemności

* jakimś sposobem wciąż jestem gaming-free :D 

Z tych złych rzeczy:
piłem colę, jadłem fastfood i pornografia.

Założyłem sobie konto na https://chains.cc/. Służy do budowania "łańcuchów" nawyków. Stworzyłem sobie 6 łańcuchów, które jutro uzupełnię po raz pierwszy. Wsród nich jest:
1. Jedzenie w domu (koniec z jedzeniem na mieście)

2. Brak papierosów (tylko w pracy... presja otoczenia)

3. PMO free (nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzę...)

4. Gaming-free (jakoś idzie, już chyba 10 dni jestem czysty)

5. Alcohol-free (nie wiem czy to ma sens, bo nie mam problemów z nałogowym piciem. Odmawianie sobie dla samego faktu domawiania może mnie trochę odizolować społecznie...a i tak jestem już dosyć odizolowany)

6. Drugs-free (jestem czysty od narkotyków od dokładnie 4 miesięcy. Nie zapowiada się żebym złamał ciąg, ale fajnie mieć jakiegoś pozytywnego pewniaka wśród łańcuchów :D)

 

Edit: Dopiłem właśnie butelkę coli, więc dodam jeszcze łańcuszek abstynencji od tego diabelskiego napoju

Edited by fil

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

że to właśnie psycholodzy potrafią najbardziej docenić siłę psychoterapii

Większość rzeczywiście uważa ją za nie wiadomo co. Mógłbym pójść na terapię uzależnień, ale nie zapłacę za nią a rodziców w życiu nie dam rady poprosić.

Nic się u mnie nie dzieję i czuję, że się nie przykładam

Mam to samo. Ale to chyba zależy od nas?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted (edited)

Nie przespałem ani minuty od niedzieli i wciąż nie czuję się zmęczony. Nie mam pojęcia co się dzieję z moim ciałem.

Może w końcu czas się skupić na pozytywach, a dzisiaj ich trochę mam.

Udało mi się spełnić wszystkie założenia z łańcuszków:

Nie paliłem papierosów, nie piłem coli, brak PMO, brak grania, brak używek, ekstra!

Nawet przygotowałem sobie posiłki w domu na cały dzień i trzymałem się rozpisanych celów kalorycznych.

Mimo braku snu od ponad doby poszedłem na siłownie i wykonałem cały zaplanowany zestaw ćwiczeń. Na siłowni nie byłem z siebie zadowolony, ale teraz, parę godzin później, czuję ból w mięśniach, więc chyba dałem z siebie wystarczająco dużo.

Wieczór spędziłem w monarze, na spotkaniu anonimowych narkomanów. Nie ciągnie mnie już do narkotyków, ale chodzenie tam ułatwia proces abstynencji. Jestem tam raz za 6-7 tygodni. Dzisiaj odebrałem 'odznakę' za 3 miesiące czystości (a mam już 4 tak na prawdę!).

Słuchanie historii osób, które niszczą/niszczyły sobie życie dragami to bardzo silnie emocjonalna sytuacja. Leciały mi łzy kiedy słuchałem innych. Ja sam nic nie mówię na spotkaniach. Pomaga mi sam fakt bycie we wspólnocie... czuję się w miarę samotny tak na codzień. 

 

Nie potrafię składać zdań, już trochę kręci mi się w głowie ale wciąż nie czuję zmęczenia... kończę

Edited by fil

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Spałem 7h, ale byłem ekstremalnie zmęczony w pracy. Nic konstruktywnego, poza drzemką po lunchu, nie zrobiłem. Po powrocie z pracy po prostu leże i śpię. 
Taki stan zmęczenia powoduje u mnie ogromną chęć na złamanie wszystkich postanowień. Ale póki co się trzymam. Nawet rano byłem na siłowni, a po niej przygotowałem sobie posiłki na cały dzień.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Hej, świetnie że się trzymasz!

Naprawdę super jest zobaczyć, że potrafiłeś dotrzymać swoich postanowień na kolejne 24 godziny!

Pamiętaj że od tego się wszystko zaczyna. Skoro wytrzymałeś 24 godziny w danym postanowieniu, to znaczy tyle, że możesz wytrzymać kolejne 24 i kolejne i kolejne. Wszystko jest kwestią czasu.

Fajnie, że chodzisz na wspólnotę, ja też kiedyś chodziłem na spotkania otwarte wspólnot i na pewno potrafi to pomóc, w szczególności gdy czujesz się samotny i odizolowany. Jeżeli dla Ciebie to działa, to tak trzymaj!

Przy okazji mam dla Ciebie radę, jeżeli czujesz się samotny np. wieczorem i nie wiesz co ze sobą zrobić - zacznij odpisywać na journale innych ludzi na tym forum. Nawet jedno zdanie, jakieś proste po angielsku, tak żeby dana osoba wiedziała, że może na Ciebie liczyć, nie jest sama z tym problemem. A przy okazji zaufaj mi, że sam poczujesz się o niebo lepiej, ponieważ też dałeś drugiej osobie porządną wartość, jaką jest obecność i czas. Nie trzeba nic więcej aby odpisywać na journale innych, tylko Twojej obecności i czasu. A to jest cholernie wartościowe. Pomyśl sobie tylko ile ludzie marnują dzisiaj czasu w durnej szkole, na głupiej uczelni czy w beznadziejnej pracy albo innych pożeraczach. Ty tego nie robisz - i to się naprawdę chwali.

Przy okazji, pamiętaj, że zawsze jak masz jakiś moment załamki czy coś takiego, albo po prostu nie wiesz co zrobić, to zawsze możesz napisać do mnie. Służę pomocą, bo w końcu na tym ma polegać Game Quitters, czyż nie?

Pozdrawiam, Mad Pharmacist

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

1. Skoro wytrzymałeś 24 godziny w danym postanowieniu, to znaczy tyle, że możesz wytrzymać kolejne 24 i kolejne i kolejne. Wszystko jest kwestią czasu.

2. Pomyśl sobie tylko ile ludzie marnują dzisiaj czasu w durnej szkole, na głupiej uczelni czy w beznadziejnej pracy albo innych pożeraczach. Ty tego nie robisz - i to się naprawdę chwali.

1. Tego uczą na grupach anonimowych, żeby nie myśleć o swojej abstynencji w sposób "Do końca życia nie będę pił", tylko na "Dzisiaj nie wypiję". Tyczy się tak samo dowolnych innych uzależnień. Podoba mi się to podejście.

2. Ale ja właśnie robię wszystkie z tych 3! Marnuję czas na uczelni (nie wykorzystuje go efektywnie), jestem robolem dla jakiejś firmy IT, a czas wolny spędzam na oglądaniu głupot na YT (a wcześniej graniu :P )

 

 A teraz wpis z dzisiaj:

Nie mam ochoty jakoś za bardzo pisać, bo wróciłem do domu po 14 godzinach nieobecności. Nie czuję się fizycznie zmęczony, ale po prostu nie mam ochoty już nic robić. 

Rano dostałem wiadomość od @hycniejsy, który zaprosił mnie do jego 1000 days challenge. Będzie moim 'wsparciem', a ja będę wspierał @Piotra. Bardzo mi miło, że zostałem zaproszony do grona. 

Co do moich postanowień to już od rana zapowiadało się, że będzie kiepsko. Po przespaniu 15 godzin (od dnia poprzedniego do 8 następnego) oczywiście nie miałem przygotowanych posiłków, więc ochota na jedzenie na mieście wzrosła. W biurze powitała mnie znajoma, która tak po prostu kupiła mi drożdżówkę. Nie potrafiłem jej odmówić, z dwóch powodów.

Jeden: po prostu jestem słaby psychicznie, nie mam swojego zdania, zero asertywności.

A dwa: Odmowa wiązałaby się z niejawnych oświadczeniem, że "odchudzam się". Mam ogromną barierę przed mówieniem komukolwiek o swoich dowolnych postanowieniach, a szczególnie już tymi związanymi z jedzeniem/fitness. Nienawidzę głupich uwag (złośliwości?) nawiązujących do moich postanowień. Strach przed nimi pewnie wyniosłem z domu. Domyślam się, że gdzieś podświadomie działa też mechanizm obawy przed porażką. Jeśli o postanowieniu wiem tylko ja, to tylko ze sobą będę się musiał zmierzyć w przypadku porażki.

Po takim starcie dnia już powoli sobie mentalnie odpuszczałem z innymi postanowieniami. Skoro złamałem jedno, to złamie i inne. Całe szczęście jakoś przetrwałem i skończyło się tym, że złamałem tylko postanowienie jedzenia posiłków domowych. Na lunch poszedłem ze znajomymi do okolicznej knajpy i innych posiłków tego dnia już nie konsumowałem (mimo, że miałem ogromną ochotę na fastfooda...). 

Udało mi się zachować abstynencję od PMO, piłem tylko wodę (żadnej Coli ani podobnych), byłem na siłowni, napisałem ten post, nie grałem i nie zażyłem żadnych używek. Chyba bilans dnia jest na plusie.

Jeśli chodzi o pracę to straciłem jakikolwiek zapał i motywację do wykonywania jej. Myślę nad jej zmianą, ale wiem, że to problem leży we mnie, a nie w miejscu pracy. Właściwie to aktualnie podczas godzin pracy jestem całkowicie nieproduktywny. Czuję się z tym bardzo winny.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

1. Skoro wytrzymałeś 24 godziny w danym postanowieniu, to znaczy tyle, że możesz wytrzymać kolejne 24 i kolejne i kolejne. Wszystko jest kwestią czasu.

2. Pomyśl sobie tylko ile ludzie marnują dzisiaj czasu w durnej szkole, na głupiej uczelni czy w beznadziejnej pracy albo innych pożeraczach. Ty tego nie robisz - i to się naprawdę chwali.

1. Tego uczą na grupach anonimowych, żeby nie myśleć o swojej abstynencji w sposób "Do końca życia nie będę pił", tylko na "Dzisiaj nie wypiję". Tyczy się tak samo dowolnych innych uzależnień. Podoba mi się to podejście.

2. Ale ja właśnie robię wszystkie z tych 3! Marnuję czas na uczelni (nie wykorzystuje go efektywnie), jestem robolem dla jakiejś firmy IT, a czas wolny spędzam na oglądaniu głupot na YT (a wcześniej graniu :P )

 

1. Spoko, wiem, czego uczą na grupach anonimowych. Polecam Ci też film "Thanks for sharing"

2. To że to robisz, to nie znaczy, że musisz to robić, chodzi mi o pożeracze.

Co do uczelni to czas da się wykorzystać efektywnie - na zapychaczach i niepotrzebnych do niczego przedmiotach uczysz się tych potrzebnych. W moim przypadku zdaje to egzamin i przy okazji mam więcej wolnego czasu poza uczelnią.

Co do pracy, to wiedz, że jeżeli Ci nie pasuje i chcesz ją zmienić, to wtedy jest to tylko tymczasowym podejściem. Pracować mimo wszystko trzeba, a myślę, że lepiej już być robolem w IT nawet 10 lat i potem znaleźć swoja powołanie, niż być tym robolem do końca życia. Nie sądzisz?

Co do wpisu, to przyprawiło mnie o uśmiech to że bilans na plusie.

Co do drożdżówki, to nie przejmuj się tym tak. Zawsze przecież mogłeś powiedzieć coś w stylu "Nie jestem głodny, już jadłem" albo "Nie mam ochoty, wczoraj zjadłem 2 kilo czekolady :)" Da się odmówić, jeśli chcesz i to tak, że nikt nie pozna Twoich intencji.

Aczkolwiek jedzenie przygotowane na pewno wzmaga Twoją dyscyplinę w diecie! :)

Pozdrawiam, Mad Pharmacist

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted (edited)

Uwaga, dzisiaj (tak dla odmiany) dość pesymistyczny post. Straciłem całkowicie chęć do czegokolwiek. Praca mnie nie satysfakcjonuje, nie wiem co chcę w życiu robić, nie widzę w niczym sensu, jaka jest istota mojego istnienia?

Dobrze, że dołączyłem do społeczności GQ tydzień temu. Gdybym tego nie zrobił, to teraz uciekłbym przed tym egzystencjalnym dołem w kompulsywne i maniakalne granie w gry. Dryfuję sobie po powierzchni i chwilowo się nie zanurzam (a moim celem jest ląd).

Wziąłem dzisiaj dzień zdalny, jednocześnie źle się czułem, ale też z drugiej strony po prostu mi się nie chciało. I właściwie nic z powierzonej mi pracy nie zrobiłem. Wybrałem się jedynie na kolejną sesje terapeutyczną, z której już na pewno zrezygnuję. Nie podoba mi się sposób w jaki TSR jest prowadzony, a przynajmniej przez aktualną terapeutke. Zaleciła odwiedzić mi innego terapuete TSR (bezpłatnie) i stwierdzić czy to kwestia chemii między nami, czy może samego rodzaju terapii. Terapia wywołała u mnie więcej frustracji niż poczucia spokoju.

Już od wczoraj zmagałem się z ochotą na fastfooda i zaplanowałem, że dzisiaj sobie na to pozwolę. Poszedłem na siłownie, dałem z siebie z 65% (mam straszne zakwasy od wtorku), a potem poszedłem się nażreć. Jedyna zaleta tego jest taka, że podobno ten posiłek mieścił się w założeniach kalorycznych mojej diety. 

Po powrocie z siłowni powinienem nadrobić zaległości w pracy, ale po prostu czułem się zmęczony i zasnąłem. Zaspałem przez to na umówioną wizytę u dentysty. czuję się z tego powodu strasznie źle i mam ogromne poczucie winy. Muszę jutro do nich zadzwonić i to wyjaśnić, a dzwonili już do mnie 4 razy.

Wstałem i spaliłem kilka godzin na youtubie, hura.

Chciałbym wprowadzić od następnego dnia ten system pamiętnika - https://www.youtube.com/watch?v=RVTzHfJJmt8. W aktualnej formie nie ma to chyba sensu. Tylko użalam się tutaj nad sobą.

Mój łańcuszek na chains.cc podpowiada, że już od 4 dni jestem wolny od pornografii i coli, a od 5 dni piszę pamiętnik na GQ. Od 6 nie piłem alkoholu ani nie paliłem papierosów. Drugi dzień z rzędu łamie swój 3 dniowy ciąg robienia jedzenia w domu. Od 123 dni nie tykałem narkotyków.

 

Edited by fil

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted (edited)

No i nic z planów. Wracam późno i znowu nie mam siły na nic. Wyszedłem o 7, wróciłem o 15 godzin później. Miałem imprezę firmową, mogłem na nią nie iść. Wypiłem piwo i zjadłem dużą pizzę. Ona na pewno się nie mieści w moim planie dietetycznym, fail :(. Przynajmniej udało mi się powstrzymać ochotę na colę i papierosy. Na imprezie firmowej było też ps4 w miarę używane przez innych, ale powstrzymałem chęć dołączenia do nich.

Takie imprezy nic nie wnoszą w moje życie... nie ma sensu się tam wybierać, strata czasu.

Ciągnie mnie strasznie do PMO, mam ogromną potrzebę kobiety, niczym zwierzak. Nie potrafię zebrać myśli... wypełnię misje z #1000days challenge, włącze chwilę youtube'a i pójdę spać.

 

EDIT: dodaję do chain.cc trening na siłowni. Dzisiaj nie byłem, nie mam sił

Edited by fil

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Rano udało mi się nadrobić wczorajsze zaległości z siłowni. Nie dałem 100% z siebie, ale to przez ograniczenia czasowe. Kiepsko zorganizowałem czas i ledwo zdażyłem na pociąg. Dzisiaj wróciłem do rodzinnego domu na weekend. Lubię swój dom, kocham rodzinę, ale nie do końca z nimi rozmawiać. Mało o mnie wiedzą, ja nie chcę im powiedzieć więcej, więc rozmowy są męczące (jestem świadomy, że to głównie z mojej winy). W pokoju mam pełno czekolady, trudno się powstrzymać przez niezjedzeniem kawałka albo dwóch... 

 

Rano przerwałem ciąg abstynencji od PMO, ale nie czuję się z tym źle. Było to całkiem miłe i szybkie doświadczenie po kilkudniowej przerwie. A może abstynencja od PMO nie ma sensu, dopóki nie jest się na etapie 'wychodzenia do ludzi'? Sam nie wiem...

Jem to co w domu, ale chyba mieszcze się w plan dietetyczny. Jutro będę musiał nadrobić jakimś dłuższym aerobem. 

Zacząłem czytać książkę GTD. Zaczynam też powoli załatwiać biężące sprawy życiowe - a to trzeba gdzieś zadzwonić, a to napisać, a to sprawdzić - robię to teraz na bieżąco, nie odkładam na ostatnią chwilę. Gorzej już z 'grubszymi' rzeczami...tutaj wciąż sporo prokrastynacji.

Ogółem to fajnie jest, czuję się bardzo podniesiony na duchu. Nie idzie mi super, ale jakoś idzie! Bardzo się ciesze. Od jutra na pewno wprowadzę nowy ststem pamiętnika. Ludzie bardzo lubią mojego psa. Uśmiechają się do niego i przez to omyłkowo czasem i do mnie. Śmiesznie jest

Muszę przestać pisać pamiętnik tak późną porą. Robi się z tego śmietnik mojego umysłu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted (edited)

Piszę tylko po to, żeby zachować ciągłąść pamiętnika. Znowu wróciłem po 22 do domu, po długiej podróży z domu. Czytałem trochę więcej GTD, rozmawiałem z rodziną, poznałem bardzo miłą osobę w pociągu, ale nie zapytałem o numer telefonu (a szkoda...). 

Chciałbym złożyć dzisiaj zamówienie na artykuły spożywcze, żeby mieć z czego robić posiłki na cały tydzień. To mój gol - dobrze się odżywiać w tym tygodniu.
 

Rozmawiałem z Camem o dołączeniu do Beyond, ale raczej nie wezmę udziału

Edited by fil

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

 

Rozmawiałem z Camem o dołączeniu do Beyond, ale raczej nie wezmę udziału

Spoko, ja też mu odmówiłem przy pierwszej edycji, bo to jest jakaś anomalia, żeby za trzymiesięczne szkolenie brać 500 dolarów!

Dużo lepiej na tym wyjdziesz kupując w tej cenie dajmy na to ok. 50 książek rozwojowych (zakładam że każda kosztuje średnio 40 złotych, a czasem może kosztować mniej!) i miesiąc po miesiącu, każdą dogłębnie wdrożysz w swoje życie! :)

Pozdrawiam, Mad Pharmacist

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

 

Rozmawiałem z Camem o dołączeniu do Beyond, ale raczej nie wezmę udziału

Spoko, ja też mu odmówiłem przy pierwszej edycji, bo to jest jakaś anomalia, żeby za trzymiesięczne szkolenie brać 500 dolarów!

Dużo lepiej na tym wyjdziesz kupując w tej cenie dajmy na to ok. 50 książek rozwojowych (zakładam że każda kosztuje średnio 40 złotych, a czasem może kosztować mniej!) i miesiąc po miesiącu, każdą dogłębnie wdrożysz w swoje życie! :)

Pozdrawiam, Mad Pharmacist

Dokładnie tej samej kalkulacji użyłem w swojej głowie. Warto zaznaczyć, że nie uważam inicjatywy za "oszustwo" albo coś, co by mnie w ogóle nie rozwinęło, ale po prostu nie jest to na kieszeń polaka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Złamałem ciąg abstynencji PMO i zaczynam wariować na tym punkcie. za na gnóóój. I znowu pisze późnym wieczorem post i znów nie mam chęci przelewać tu zbyt wiele. W pracy przesiedziałem sporo czasu czytając o omnifocus i fantasticalu i o tym jak mozna trackować czas w swoim życiu. Chyba wezmę się porządnie za obsługę rescuetime (dzisiaj miałem to zrobić).

Udalo mi się wykonać zakupy spożywcze na cały tydzień, jutro przyjadą, więc postaram się jeść cały tydzień posiłki własnoręcznie robione. Dzisiaj jadłem słoik z domu i subwaya.

Przynajmniej byłem na siłowni i wciąż stronie od używek. Coraz mniej czasu spędzam na prokrastynacji. Powoli ale do przodu

Mam sesje w tym tygodniu.. powininem się uczyć. Idę spać

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now