Looking for a coach? Apply here to work with Cam 1 on 1.

[PL] 1UP - Time to level up

76 posts in this topic

Posted

Hi everyone,

after writing my first journal post I've realised I can't fully express my feelings in foreign language. Hope I don't break any forum rules but I want to keep this journal in Polish (as a mirror version for english one)

Jednak bardzo ciężko jest mi przelać myśli na papier używając języka obcego. Chyba niewielu nas, polaków, jest tu na forum, ale nawet dla samego siebie chcę ten dziennik prowadzić. Obiecałem @hycniejsy, że napiszę swój pierwszy post w piątek, ale nagła choroba całkowicie wyjęła mi 2 dni z życia.

W związku z wyżej wspomnianą chorobą jestem już kilka dni gaming-free, więc można powiedzieć, że pierwsze koty za płoty. Co prawda próbowałem już rzucić granie parę razy, ale za każdym razem uzależnienie wracało. Pętla mojego uzależnienia wygląda tak, że gram maniakalnie w jakąś grę tak długo, póki poziom nienawiści do samego siebie osiągnie szczyt i postanowię z dnia na dzień rzucić całkowicie granie. Taki okres grania potrafi trwać od miesiąca do nawet pół roku, a przerwy zwykle są o połowę krótsze. W trakcie przerw początkowo jest super - znajduję sobie jakieś produktywne zajęcie i mam na to zajawkę. Niestety niedługo później zaczynam oglądać filmiki na youtube związane z grami. Podsycają mój apetyt na granie, to rośnie i rośnie... aż w końcu nadejdzie dzień słabości i wtedy uzależnienie wie, że może uderzyć. I tak o to wracam do punktu wyjścia - czyli znowu ciąg niezdrowego grania.

Dzień spędziłem na sprzątaniu. Moje miejsce było całkowicie zasyfione przez ostatnie kilka miesięcy. Aż wstyd się przyznać w jakim syfie żyłem i nic nie robiłem, żeby to poprawić. Jest filmik pewnego gościa, gracza World of Warcraft, który oprowadza przed kamerą po swoim zrujnowanym pokoju (https://www.youtube.com/watch?v=uzy1uUgeRPI). Moje miejsce można określić jako 'porównywalne'. 

Niestety nie był to akt bezpośrednio związany z zarzuceniem grania, a po prostu czuję nóż na gardle, bo za dni kilka odwiedzą mnie rodzice i byliby niezmiernie zawiedzeni widząc jak całkowicie nie radzę sobie w życiu. Nie chcę krzywdzić ich tak jak bardzo krzywdzę siebie. Mimo wszystko sprzątanie było całkiem budującym zajęciem, dało mi sporo nadziei i motywacji na zmiany na lepsze. Najdziwniejsze jest to, że najtrudniejszym elementem było zrobienie pierwszego kroku... potem już poszło jak po sznurku. Było relaksująco i przyjemnie. Aż wstyd, że nie mogłem się za to wziąć przez tak długi czas. Jest już prawie czysto, zostało jeszcze tylko kilka godzin pracy.

Przy okazji sprzątania wróciło mi też trzeźwe spojrzenie nie tylko na moje mieszkanko, ale również na mój wygląd. Niestety, ale okropnie się zapuściłem. Muszę to poprawić i na pewno wezmę się za to w najbliższym czasie. Tutaj jestem pozytywnie nastawiony i wiem, że dam radę! Ważne, że wyczułem moment 'przegięcia' wcześniej niż później.

Jutro będzie łatwy dzień, bo grafik w pracy jest bardzo napięty, a cały wolny czas w domu poświęcę na sprzątanie. Cóż, szykuje się kolejny wpis z cyklu "perfekcyjna pani domu"  :D

3 people like this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Hello fil!

I want to make sure that you're able to understand my English, so I'll reply to this entry in Polish.

Cieszę się, że dotrzymałeś obietnicy. To jest genialna decyzja na twoją nadchodzącą ścieżkę życiową. Tak trzymaj, i wszystko się dobrze ułoży!

W związku z wyżej wspomnianą chorobą jestem już kilka dni gaming-free, więc można powiedzieć, że pierwsze koty za płoty. Co prawda próbowałem już rzucić granie parę razy, ale za każdym razem uzależnienie wracało. Pętla mojego uzależnienia wygląda tak, że gram maniakalnie w jakąś grę tak długo, póki poziom nienawiści do samego siebie osiągnie szczyt i postanowię z dnia na dzień rzucić całkowicie granie. Taki okres grania potrafi trwać od miesiąca do nawet pół roku, a przerwy zwykle są o połowę krótsze. W trakcie przerw początkowo jest super - znajduję sobie jakieś produktywne zajęcie i mam na to zajawkę. Niestety niedługo później zaczynam oglądać filmiki na youtube związane z grami. Podsycają mój apetyt na granie, to rośnie i rośnie... aż w końcu nadejdzie dzień słabości i wtedy uzależnienie wie, że może uderzyć. I tak o to wracam do punktu wyjścia - czyli znowu ciąg niezdrowego grania.

Nieźle, też ostatnio się rozchorowałem, więc to daje sporo do myślenia.

Co do Twojego systemu, mechanizmu, pętli, to muszę Ci przyznać, że nie jesteś sam. Ja mam dokładnie tak samo.

Z tego da się wyjść, ale to wszystko jest długotrwałym procesem. Jesteś w stanie osiągnąć wolność od gier jeżeli będziesz aktywny w tej społeczności.

Pomagając innym ludziom z problemem który sam masz, będziesz się czuł nieporównywalnie lepiej niż gdybyś tylko egoistycznie brał od innych ludzi wszystko co Ci tutaj chcą dać. Pamiętaj o tym.

Dzień spędziłem na sprzątaniu. Moje miejsce było całkowicie zasyfione przez ostatnie kilka miesięcy. Aż wstyd się przyznać w jakim syfie żyłem i nic nie robiłem, żeby to poprawić. Jest filmik pewnego gościa, gracza World of Warcraft, który oprowadza przed kamerą po swoim zrujnowanym pokoju (https://www.youtube.com/watch?v=uzy1uUgeRPI). Moje miejsce można określić jako 'porównywalne'.

Ok, to znaczy, że zapuściłeś to mieszkanie, ale jeszcze nic straconego, tym bardziej, że masz motywację ku temu, aby je posprzątać. W końcu sam napisałeś:

Niestety nie był to akt bezpośrednio związany z zarzuceniem grania, a po prostu czuję nóż na gardle, bo za dni kilka odwiedzą mnie rodzice i byliby niezmiernie zawiedzeni widząc jak całkowicie nie radzę sobie w życiu. Nie chcę krzywdzić ich tak jak bardzo krzywdzę siebie.

To jest dobre clue na początek - zarówny ty jak i ja nie chcemy krzywdzić naszych bliskich przez to, że gramy. Że gramy i to zdecydowanie zbyt długo, dużo dłużej niż jest to normalne (więcej niż 21 godzin tygodniowo podchodzi pod uzależnienie)

Dlatego też trzeba się skupić na tym, żeby inni przez nas nie cierpieli, a wtedy też nie będziemy cierpieć my sami.

Przy okazji sprzątania wróciło mi też trzeźwe spojrzenie nie tylko na moje mieszkanko, ale również na mój wygląd. Niestety, ale okropnie się zapuściłem. Muszę to poprawić i na pewno wezmę się za to w najbliższym czasie. Tutaj jestem pozytywnie nastawiony i wiem, że dam radę! Ważne, że wyczułem moment 'przegięcia' wcześniej niż później.

Jutro będzie łatwy dzień, bo grafik w pracy jest bardzo napięty, a cały wolny czas w domu poświęcę na sprzątanie. Cóż, szykuje się kolejny wpis z cyklu "perfekcyjna pani domu"  :D

A jak to u Ciebie wygląda z wychodzeniem na zewnątrz, do ludzi? W końcu to tam trzeba się odpowiednio dobrze zaprezentować. Czy to jest dla Ciebie normą, że spędzasz większość czasu w mieszkaniu, czy raczej w towarzystwie innych osób?

Co do wpisów, to warto się po prostu wpisywać codziennie. Choćbyś miał napisać "Wstałem, zjadłem śniadanko, posprzątałem dwie szufladki i poszedłem spać". To buduje w Tobie systematyczność, a także pozwala oddać się refleksji na temat tego, jak minął dany dzień. Łatwiej to wtedy się uzyskuje, niż gdy mamy do porównania np. cały tydzień albo miesiąc.

Pozdrawiam Cię serdecznie, Mad Pharmacist

1 person likes this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

(więcej niż 21 godzin tygodniowo podchodzi pod uzależnienie)

Jeśli wrócę pamięcią do czasów gimnazjum, to wtedy się mówiło, że 21 godzin tygodniowo podchodziło pod odwyk albo szlaban na komputer :D

A jak to u Ciebie wygląda z wychodzeniem na zewnątrz, do ludzi? W końcu to tam trzeba się odpowiednio dobrze zaprezentować. Czy to jest dla Ciebie normą, że spędzasz większość czasu w mieszkaniu, czy raczej w towarzystwie innych osób?

Jedyny czas poza domem to praca. Biurowa, po 8 godzin dziennie, w 'nieformalnym' IT. Widuje się tylko z programistami (i to w dodatku płci męskiej), więc za bardzo nie odstaje od towarzystwa wyglądem. Tutaj raczej nie ma typów macho... więc też za bardzo nie czuję nacisku z zewnątrz. Ale muszę przyznać, że niska samoocena wyglądu powstrzymuje mnie przed podjęciem innych aktywności.

 

Bardzo cieszy mnie Twoja odpowiedź. Odwiedzałem kilka razy dziennie ten wątek, czekając na jakiś odzew. Dzięki za miłe powitanie i odpowiedź od serca ! :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Dzień #2

To dopiero początek, ale już zaczyna się pasmo niepowodzeń. Chociaż jak by na to spojrzeć z innej strony to lepiej uczyć się upadków z niska, niż z wysoka :D . Miałem w pracy bardzo stresujący dzień. Zamykają dział i nie wiem co się ze mną stanie. Dowiem się dopiero w poniedziałek i absolutnie nie potrafię poradzić sobie z emocjami, które teraz we mnie siedzą. Nie potrafiłem być absolutnie produktywny, cały czas myślałem, że zaraz zwymiotuję i jeszcze wdawało się zmęczenie po weekendzie (to akurat echa choroby).

Po takim początku dnia ciężko mi było zrealizować cel na popołudnie - czyli posprzątać mieszkanie do końca. Tak faktycznie zabrałem się za to dopiero po 22, ale szybko skończyłem, bo zorientowałem się, że przecież jest już po ciszy nocnej. Ża-łos-ne. Popołudnie w domu spędziłem na prokrastynacji. Jak zwykle dawka tego samego no-brainera na youtubie. No i pobawiłem się trochę dłużej z psem, ale to tylko w imię odroczenia tego co nieuniknione.

Ale muszę przyznać, że powrót do mieszkania, które jest w zdecydowanie lepszym stanie niż dotychczas było miłym uczuciem. Chciałbym je odczuwać częściej.

Do sprzątania zakupiłem sobie audiobooka "Magia sprzątania". Jestem po pierwszych kilkudziesięciu minutach (w sumie audiobook ma 5h, czyli ok 250 stron w przeliczeniu na książkę) i można streścić ją w zdaniu "Wyrzuć to co jest Ci niepotrzebne". Autorka w okół tej idei buduje całą  filozofie i jak mantrę powtarza, że należy pozbywać się rzeczy, które nie dają nam radości. Z jednej strony podoba mi się idea takiego materialnego minimalizmu, ale w wypadku autorki książki jest to chyba zestaw zachowań obsesyjno-kompulsywnych. Mimo wszystko słucham dalej i w między czasie przenoszę stosy rzeczy z pokoju do pokoju. 

Zapisałem sobie dwie myśli z w/w książki:

Można wydzielić 3 typy ludzi (na podstawie ich działań).

a) "Nie potrafię tego wyrzucić"
b) "Nie potrafię tego odłożyć na miejsce"

c) "NIe potrafię tego ani odłożyć na miejsce, ani wyrzucić"

Autorka zaznacza przy tym, że jeszcze nigdy nie spotkała w swoim życiu osoby typu a), 90% ludzkości do c), a 10% to b). 

Skup się na tym co chcesz zostawić, a nie co wyrzucić

Wziąłem wolne w pracy, aby rano dokończyć sprzątanie. Wynająłem też sprzątacza na popołudnie. Wstydzę się tych decyzji :/

Nie mam siły na napisanie notki w angielskim dzienniczku. Wyszło trochę depresyjnie, ale w końcu to Blue Monday.

Jutro chcę się po prostu wyspać, a w środę ustawić swoje cele, które będę kolejno realizować. Wpadłem na pomysł, że zamiast zajmować się jawnym likwidowaniem złych nawyków, to po prostu skupie się na realizowaniu swoich celów. W taki sam sposób w jaki skupianie się na graniu eliminowało moje dobre nawyki (np. przyrządzanie sobie zdrowych posiłków), tak i teraz wykorzystam tę samą broń, ale w szczytnym celu! Taki reverse engineering...chyba :D 

 

2 people like this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted (edited)

Dzisiaj (a właściwie wczoraj, bo piszę ten post rano) udało mi się zrealizować cel - wyspałem się. Całe 13 godzin błogiego snu. 

Przepisem na udane życie jest stawianie sobie bardzo łatwych w realizacji celów :D 

Edited by fil
2 people like this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Polski dziennik to bardzo dobry pomysł, sprawia że czuję się tu bardziej "swojsko". :)

To co mi pomogło na początku detoksu to napisanie wizji jak chciałbym żeby wyglądało moje życie. Następnie napisałem co powinien robić by stało się to rzeczywistością i tego się trzymałem. Np. jestem genetycznie chudy, w mojej wizji widzę się jako dobrze zbudowanego więc zadbałem o swoją diete i przez ostatnie pół roku przytyłem 10 kilo. Staram się regularnie ćwiczyć, uwidoczniły się moje mięsnie. Chce być wykształcony więc i zacząłem się lepiej uczyć. itd.

Zauważyłem, iż każdy swoją decyzje o przerwaniu nałogowego grania, zaczyna od zawiedzenia innych. To czego ja najbardziej się wstydzę, to oszukiwanie swojej dziewczyny że źle się czuję, lub że muszę zostać w pracy, tylko po to by dobić expa. Żałosne, lecz to doprowadziło do lepszego człowieka którym jestem dziś i z dnia na dzień staram się być jeszcze lepszy.
Nie można zmienić przeszłości, lecz pamiętaj, że to TY decydujesz do czego ta przeszłość doprowadzi. Więc nie poddawaj się i pamiętaj, że masz u nas wsparcie.

Skoro pracujesz w IT, może dobrym pomysłem by było zapoznanie się z tematem freelancingu. Dzięki temu możesz zyskać zabezpieczenie w razie utraty pracy.

Pozdrawiam, Piotr.

1 person likes this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Brawo!

(Did I do that right? xD)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Brawo!

(Did I do that right? xD)

Hell yea!

However, you can also say "gratuluję" which means "I congratulate you" in Polish :)

 

Co do Twojego wpisu, a właściwie wpisów, @.

Myślę, że na sam początek warto iść nawet w pozytywne ekstremum trochę za bardzo niż się ograniczać. W sensie, że jeżeli wcześniej Twój pokój był totalną "jaskinią" to lepiej, żebyś posprzątał wręcz jak ta obsesyjna kobieta, niż wcale albo po łebkach. Później to się wszystko ustabilizuje, bo lepiej jest po prostu działać, niż perfekcyjnie nie działać.

To samo ze snem. Dobrze, że masz czas na wypoczynek, na początku drogi bez gier trzeba go nieco więcej niż zwykle, ale później wszystko się wyrównuje.

 

2 people like this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted (edited)

1. To co mi pomogło na początku detoksu to napisanie wizji jak chciałbym żeby wyglądało moje życie

2. Skoro pracujesz w IT, może dobrym pomysłem by było zapoznanie się z tematem freelancingu

Piotrze,

otrzymałem dzisiaj identyczną radę. Brzmi bardzo mądrze i sensownie. Postaram się do wykonać.

Jestem dzisiaj bardzo bliski zagraniu w cokolwiek (może o tym później w moim wpisie pamiętnikowym) i odwiedziłem czat gamequitters żeby się do tego przyznać. Ktoś mi poradził, żeby po prostu zrobić coś co przybliży mnie do moich celów. Odpisałem, że nie mam żadnych celów. Na to dostałem świetną odpowiedzieć: no to właśnie znalazłeś cel - znajdź swoje cele!

Freelancing to dobry pomysł, ale najpierw muszę ogarnąć się życiowo :/

Brawo!

(Did I do that right? xD)

Oh, hi Cam! Great seeing you here :)

Myślę, że na sam początek warto iść nawet w pozytywne ekstremum trochę za bardzo niż się ograniczać.

Trzeba skorzystać z początkowej motywacji! Aczkolwiek jedna z moich partnerek zawsze radziła mi, że kiedy biorę się za zmiany nie od razu "pełną gębą", bo jak już minie początkowa fala motywacji to trudno będzie utrzymywać nawyk. Wtedy z poczucia bezradności poddajemy się.

W końcu z jakiegoś powodu "guru motywacji" przypominają, że jeden mały kroczek, ale powtórzony tysiąc razy, jest zacznie bardziej efektywny aniżeli jeden duży [teraz akurat przytaczam Bruca Lee :D]

Edited by fil
1 person likes this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

 

Myślę, że na sam początek warto iść nawet w pozytywne ekstremum trochę za bardzo niż się ograniczać.

Trzeba skorzystać z początkowej motywacji! Aczkolwiek jedna z moich partnerek zawsze radziła mi, że kiedy biorę się za zmiany nie od razu "pełną gębą", bo jak już minie początkowa fala motywacji to trudno będzie utrzymywać nawyk. Wtedy z poczucia bezradności poddajemy się.

W końcu z jakiegoś powodu "guru motywacji" przypominają, że jeden mały kroczek, ale powtórzony tysiąc razy, jest zacznie bardziej efektywny aniżeli jeden duży [teraz akurat przytaczam Bruca Lee :D]

Bruce Lee to nie taki "guru". Ja bym za guru brał ludzi, którzy gadają o tym jak być zmotywowanym, a sami nic w życiu nie osiągnęli poza tym, że zarobili na ludziach, którzy chcieli być zmotywowani. Chore i błędne koło Robertów Kiyosaki, Brianów Tracy, a w Polsce jakichś Grzesiaków, Jakubiaków i tak dalej.

Co do motywacji, to szczerze, nie jest ona aż tak ważna. To jest wartość, która jest inna nawet w różnych porach tego samego dnia. To co istotne, to żeby skupić się i zbudować w sobie dyscyplinę. Bo wtedy masz prawdziwą motywację bez względu na warunki w jakich będziesz musiał robić dany nawyk - chociażby sprzątanie.

1 person likes this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Przez 2 ostatnie dni zmagałem się z ogromną rządza zagrania. Nie potrafię się odnaleźć w świecie gdzie sam muszę zdecydować co mogę zrobić i za co się zabiorę. Lgnę do rzeczy, które po prostu wyłącza mnie ze świata na cały czas. Tak na prawdę to z chęcią bym po prostu spał cały czas od momentu wyjścia z pracy, aż do pójścia do niej (bo swoją pracę lubię. jedyna co daje mi poczucie spełnienia).


W środę, zamiast grania, oddałem się binge-watchem serialu Vikings. Nie jestem za bardzo osobą lubiącą seriale, bo zwykle historia jest tandetna i czuję, że oglądam coś, co zostało zaprojektowane żeby ciągnęło się w nieskończoność. Takie uczucie zmanipulowania odrzuca mnie. Niestety, ale klimat Vikingów bardzo mnie zachęcił do powrotu do Wiedźmina lub Cvilizacji. Przerwałem też swój ciąg abstynencji od PMO. Nie podjąłem jawnie wyzwania  z zaprzestaniem masturbacji, ale miałem już około tygodniową przerwę i mimo wszystko zerwanie tego wzbudziło poczucie winy.

W czwartek zarazem dzień był trochę inny dzień. Miałem wizytę u psychoterapeuty, którą zaklepałem sobie już w grudniu, ale całkowicie o niej zapomniałem. Myślałem nad odwołaniem jej, ale skoro to tylko godzinka to może warto skorzystać. Wizyta mi się nie podobała, dała jakiś początkowy boost do motywacji, ale jak tylko wróciłem do domu to poległem. Znowu zmagałem się z rządzą zagrania. Udało mi się wytrzymać, ale za to przerwałem przerwę w piciu Coli (nienawidzę tego nawyku) i jedzeniu fastfooda. Resztę dnia spędziłem na youtubie.

Na sesji usłyszałem, że mam analityczny umysł (albo raczej zostałem zaszufladkowany po tym jak przyznałem się do zawodu programisty) i że takie osoby jak ja boją się niewiedzy, więc muszą mieć plany, todo-listy, bo to ich nie przytłacza tylko zachęca (świadomy ogrom pracy jest mniej zniechęcający niż brak wiedzy ile pracy jest do zrobienia). Zaproponowano mi zainteresowanie się filozofią kaizen, robieniem małych kroczków i nie babrania się w przeszłości, tylko zainteresowaniem tego co jest tu i teraz. 

Chyba byłem zbyt negatywnie do sesji. Wybiorę się jeszcze raz, we wtorek. Jeśli do 3. spotkania nic nie zatrybi to zrezygnuję.

Jutro zostanie podjęta decyzja czy zostaję w firmie czy muszę znaleźć coś nowego. Stresuję się. Muszę zaktualizować CV

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

O, jednak wciąż mam pracę. Co prawda w innej technologii, ale u tego samego pracodawcy. Po powrocie poszedłem spać, wstałem o 6:00 następnego dnia. Bardzo dużo śpię, ale ciągle czuję się zmęczony.

1 person likes this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

A jak było na psychoterapii? Tylko pytam bo mnie to interesuje ze względu na zboczenie zawodowe. A jednocześnie sam trochę nad tym myślę, chociaż raczej się nie zdecyduję. Ale nie spodziewałem się, że komuś się może aż tak bardzo nie podobać.

2 people like this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

A jak było na psychoterapii? Tylko pytam bo mnie to interesuje ze względu na zboczenie zawodowe. A jednocześnie sam trochę nad tym myślę, chociaż raczej się nie zdecyduję. Ale nie spodziewałem się, że komuś się może aż tak bardzo nie podobać.

A kim jesteś z zawodu? Detektywem :D ?

Z tego co mi się wydaje miałem sesję w typie psychoterapii zorientowanej na proces. Chyba większe nadzieję pokładam w poznawczo-behawioralnej. Dodaj do tego mój strach przed uzależnieniem się emocjonalnym i poczucie, że mogę być po prostu wykorzystany finansowo przez terapeutę spowodowało, że byłem (chyba) zbyt sceptycznie nastawiony.

Muszę tam się wybrać ponownie, ale tym razem z optymistycznym nastawieniem.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Posted

Psychologiem. Tu nastawienie nie ma żadnego znaczenia, liczy się tylko to że masz jakiś problem. Nie wiem, jak on prowadzi tą terapię, ale jeśli to jest coś takiego jak się spodziewam, to nie spoczywają tu na Tobie żadne, jakiekolwiek oczekiwania. Najważniejsze, żeby nie maskować swoich uczuć, chociaż wiadomo, że nie będzie na początku zaufania między wami. A może nawet nigdy. Ale terapia się tak naprawdę nie zacznie, dopóki to zaufanie nie powstanie. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Ja też jestem za poznawczo-behawioralną, ona się opiera na rzeczwistych naukowych podstawach w przeciwieństwie do całej reszty.

1 person likes this

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now